Wiosenne porządki, czyli krótka historia o miłości

Gdy słyszę hasło „wiosenne porządki”, najpierw rodzi się w mojej głowie obraz zawalonego zeszłoroczną trawą i liśćmi podwórka, które trzeba uprzątnąć. U większości z nas zaczyna się czas wywożenia zeszłorocznych śmieci na kompost, sadzenia roślin, pielenia.

Wtedy i Marian musi zwiększyć tempo pracy. W zimę jest spokojnie, gdyż remontów jest mniej, bo warunki atmosferyczne nie sprzyjają. Ale gdy zawieje pierwszy ciepły, wiosenny wietrzyk i słońce mocniej przygrzeje, do głów ludziom zaczynają wpadać przeróżne pomysły.

Czas już na remont 

Wiosna sprzyja optymistycznemu myśleniu, a świeże powietrze daje nam siłę, dzięki czemu mały remont nie jest dla nas straszny. Dobrze jest skuć stare kafelki, a na ich miejsce wstawić nowe o ładniejszym kolorze, a wyburzenie denerwującej nas od dawna ścianki działowej nie wydaje się czymś szczególnie trudnym. Tak więc ludzie oddają się wiosennym porządkom, a Marian czuwa nad czystością swojego miasta. 

Marian 07 zgłoś się! 

Wiosna czasami daje popalić. Pracy w ostatnich dniach miałem zatrzęsienie, ale za to klienci byli bardzo mili. Ja w ogóle zazwyczaj mam szczęście do ludzi. 

W tym wiosennym rozgardiaszu pamiętam szczególnie jedno zlecenie, bo poza tym, że tak jak zwykle miałem podstawić kontener na gruz, to jeszcze wyszło na to, że trzeba było pomóc w sklasyfikowaniu gruzu. I o to jak było. 

W ciepłe, marcowe popołudnie nagle usłyszałem telefon. Gdy odebrałem usłyszałem w słuchawce męski głos, należący raczej do starszego człowieka: 

- Dzień dobry. Chciałbym zamówić kontener na gruz - zadysponował i urwał jakby nad czymś się zastanawiał.
- Na jaki okres czasu? - spytałem przeczuwając, że zanosi się na dłuższą rozmowę.
- No wie pan, sytuacja jest taka. Ja już zacząłem remont. Na razie skuwam kafle w kuchni z pomocą paru chłopaków. Później chcę odnowić łazienkę, muszlę klozetową zmienić. A między kuchnią i salonem jest ścianka, którą chcę wyburzyć.

„Czyli big bag nie wchodzi w grę”. Pomyślałem i powiedziałem: 

- Z tego co pan mówi wynika, że najlepszy będzie kontener, ale muszę też wiedzieć, czy gruz jest mieszany czy czysty.

Tutaj chyba wyprowadziłem staruszka z równowagi, bo ten spytał tonem, z którego przebijało zagubienie:

- A to w dzisiejszych czasach tak się to rozróżnia?

Wyjaśniłem więc panu Maciejowi, bo tak miał na imię, o co chodzi. Jestem uczciwy, więc powiedziałem mu również, że za gruz zmieszany płaci się więcej niż za czysty, i że w tym ostatnim nie może być żadnych plastików, styropianu lub wełny.

- A to nie panie Marianie. Ja niczym nie wyciszałem ścianki między salonem, a kuchnią, więc będzie czysta cegła z tynkiem.

Umówiłem się więc z panem Maciejem, że dziś wieczorem szybko do niego zajadę, żeby ocenić sytuację (mogłem to zrobić, bo mieszkał niedaleko, na Żoliborzu), a  jutro przyjadę z kontenerem 

Jak Marianowi pan Maciej pracę ułatwił? 

Do pana Macieja przyjechałem późnym popołudniem. Z wnętrza domu słyszałem stukot – znak, że praca wre. Po chwili ujrzałem mojego klienta. Wyszedł z domu, przywitał się i chciał mi pokazać, gdzie tymczasowo trzyma gruz. Weszliśmy do garażu i co widzę! Pod ścianą stoi w karnym rządku kilka starych wiader, a w nich wrzucony gruz. Żadnego bałaganu na podłodze. Zajrzałem do środka, pokiwałem głową i spytałem: 

-  Później też będą tylko cegły i stare kafle? 

Pan Maciej odpowiedział, że tak. Poza tym jeszcze miały być skute kafle i… stara muszla klozetowa, z którą nie wie, co zrobić. A ja mu wytłumaczyłem, że muszlę też traktujemy jako gruz (ceramiczny) i można ją wrzucić do kontenera. Gdy dogadaliśmy się co do ceny kontenera i terminu jego odebrania wsiadłem do auta i pojechałem już do domu, bo była późna godzina. 

Następnego dnia wstałem wcześnie rano, zjadłem szybkie śniadanie i wypiłem kawę. Zaraz potem szybko pojechałem po kontener dla pana Macieja i skierowałem się w stronę Żoliborza, gdzie mój klient mieszkał. 

Gdy dojechałem na miejsce pan Maciej już na mnie czekał. Po przywitaniu się od razu zabrałem się do roboty. Zauważyłem, że wiadra z garażu wystawiono już na zewnątrz. 

Gdy posadowiłem kontener i wrzuciłem tam cały gruz, pan Maciej zaproponował szybką kawę. Zanim zdążyłem coś odpowiedzieć, staruszek skierował się w stronę domu. Chwilę potem usłyszałem miłe dla ucha odległe buczenie i parskanie ekspresu, a po dwóch minutach zobaczyłem pana Macieja idącego z dwoma kubkami intensywnie pachnącego napoju.

Co mają ze sobą wspólnego miłość i remont? 

Staliśmy w wiosennym słońcu pijąc i rozmawiając. Gdy wiedziony ciekawością spytałem się pana Macieja, skąd pomysł i ochota na tak duży remont, usłyszałem, że najpierw proponowali mu to członkowie rodziny, bo łazienka była stara, przydałoby się ją odświeżyć.  

Ale że pan Maciej jest z natury uparty i nie zmienia czegoś tylko dlatego, że ktoś tak mówi, to zbywał wszystkie prośby o remont. A zmienił zdanie, gdy na warsztatach malarskich, na które chodził, poznał rok temu kobietę, w której się zakochał z wzajemnością.  

Miał tylko jeden problem, a mianowicie wstyd mu było zaprosić ją na kawę czy herbatę. A gdy jednak to zrobił, pani Krystyna wypowiedziała wojnę wszelkim niedoskonałościom w tym domu.

Ścierki, mopy i płyny do czyszczenia szerzyły spustoszenie wśród zacieków na kafelkach, ale odpryski i pęknięcia kuły w oczy. Tak więc pan Maciej, któremu również przestał odpowiadać stan domu, zabrał się do pracy. 

Wiosna czyni cuda 

Żegnając się pogratulowałem panu Maciejowi znalezionej miłości i życzyłem mu świetnego wesela, gdyż okazało się, że para bierze ślub w sierpniu tego roku. 

Gdy odjechałem przez cały dzień towarzyszył mi dobry humor. Załadunek gruzu do kontenera wydawał się łatwiejszy, śmieci lżejsze, a ludzie milsi. Czułem, że nabrałem sił, dzięki którym wywóz gruzu w Warszawie w ciepłe, słoneczne, wiosenne dni będzie szybki i sprawny!