Przepełnione szambo, czyli kolejny problem dla środowiska

Gdy przemykam przez Warszawę od klienta do klienta, napotykam przeróżnych ludzi, z którymi współpraca nigdy nie przebiega tak samo.

Czasem są to jednorazowe kontakty i poza powierzchownym wrażeniem, to nic nie umiem powiedzieć o kliencie, ale gdy ktoś uzna mnie za godnego, by wywozić szambo, znajomość staje się bliższa i każdy o każdym może coś w tym układzie powiedzieć.

Takie coś mam z pewną klientką z Ochoty, która choć stała, to wywóz szamba zamawia na gwałt, gdy szambo głośno bulgocze, a na podwórku widać, że co nie co już się wylało i pani Ludmiła nie może wstawić prania, czy wykąpać swojego kilkumiesięcznego synka Antosia. A wczoraj, na domiar złego myśląc, że jeszcze jakoś będzie, zrobiła sobie kąpiel wlewając dużą ilość wody do wanny, moczyła się przez godzinę oglądając jakiś serial na Netfliksie.

Z tą panią znam się już dość długo, więc chcąc nie chcąc, poznałem przyczyny takiego stanu, a że czasem zamiast niej w domu na mój przyjazd czekał jej mąż, więc poznałem ten bałagan także z jego punktu widzenia. Biedak choć sam mówił, że ma bardzo dobrą i miłą żonę, to przyznawał, że jej rozrzutność w korzystaniu z wody jest kłopotliwa.

„Pieniędzmi gospodaruje z głową i umie oszczędzać jeśli trzeba, ale jeśli chodzi o te jej nieszczęsne kąpiele. I żeby jeszcze pamiętała o wcześniejszym zamówieniu szamba” - westchnął kiedyś, gdy staliśmy na podwórku – ja przy rurze od szambiarki ssącej ścieki aż miło, a pan Maksymilian nieco dalej wymieniając się ze mną swoimi przemyśleniami.

Kobiety czasem się zmieniają

Pewnego, marcowego dnia jeżdżąc jak zwykle po Warszawie, czułem jakieś wewnętrzne napięcie. Dawno już nie miałem telefonu od pani Ludmiły, a to oznaczało, że jeśli takowy zadzwoni, to szambo będzie wymagało natychmiastowego wywozu.

Gdy senna atmosfera popołudnia sprawiła, że zdążyłem zapomnieć o porannym napięciu, mój telefon wściekle zabrzęczał. W słuchawce usłyszałem spanikowany głos pani Ludmiły z lekką nutą zażenowania.

Sytuacja była ta sama co zwykle, czyli przepełnione szambo. Umówiliśmy się, że przyjadę za trzy godziny, bo miałem dziś dużo wcześniej umówionych zleceń.

Gdy się rozłączyłem, mimo woli westchnąłem, bo już się przyzwyczaiłem, że w tamtym domu wody się nie oszczędza.

Dlaczego przepełnione szambo jest groźne?

Gdy przyjechałem na miejsce, otworzyła mi właścicielka domu. Widać było, że przerwała pracę w ogrodzie, bo dłonie miała ubrudzone ziemią, a stare w kilku miejscach przetarte spodnie niewiele się kolorem różniły od gleby. Ponadto dostrzegłem rzucone w pośpiechu pod płotem grabie, motykę, przewróconą konewkę i kilka torebek z nasionami.

Kiedy wyszedłem z samochodu, w powietrzu poczułem zapach świadczący o tym, że szambo od czasu do czasu wylewa. I tak nie było tak źle, jak myślałem, że będzie, więc szybko zabrałem się do roboty. Przez kilka minut rozmawialiśmy o pogodzie, gdy pani Ludmiła zapytała, czy przez jej wylewające szambo sąsiedzi nie będą mieli kłopotów ze studnią. Nagle poczułem, że wstępują we mnie nowe siły. Pomyślałem, że może skoro samo oszczędzanie do niej nie przemawia, to choćby dla zdrowia innych ludzi nauczy się oszczędzać wodę.

Odpowiedziałem jej więc, że jeśli nawet niewielka ilość ścieków wsiąknie w ziemię, to skazi wody gruntowe, a jeśli ktoś ma niedaleko studnię, to woda z niej nie będzie się nadawała do picia z powodu bakterii coli, a także dużej ilości azotanów.

Gdy skończyłem, okazało się, że pytanie nie było po prostu z ciekawości. Gdy wczoraj przyszła do sąsiadki na kawę napomknęła ona, że oboje z mężem planują wykopać studnię, a że pani Ludmiła zdawała sobie sprawę, że z jej gospodarowaniem ścieków jest nie najlepiej, zaczęła czytać w Internecie, czy przypadkiem ona sama nie zatruwa sąsiadom gruntu. Prawda była bezlitosna, ale jak to ujęła, wolała się jeszcze dopytać fachowca, a odpowiedź okazała się potwierdzeniem, tego co wyczytała.

Gdy odjechałem, miałem niewielką, zagłuszaną pesymistycznymi myślami nadzieję, że coś się zmieni, ale do następnego przyjazdu wolałem jej w sobie zanadto nie rozbudzać.

Nadzieja nie jest matką głupich

Od jakiegoś czasu, równo co dwa tygodnie, zamawiany jest u mnie wywóz szamba. Jadę wtedy do zamawiającej i z przyjemnością stwierdzam, że szambo nie wylewa. Jest po prostu pełne.

Widać, że pani Ludmiła się zawzięła. „A jeśli się zaweźmie, to nie odpuszcza” - podsumowuje pan Maksymilian, jej mąż.

Oczywiście wanna pełna wody i dobiegający z łazienki przytłumiony dźwięk oglądanych przez kobietę seriali na telefonie leżącym na murku nad toaletą jest dość częstym widokiem, lecz gdy wiadomo, że zbiornik na ścieki jest pełny „umie użyć małej ilości wody i wziąć prysznic w iście wojskowym tempie” dodaje uszczęśliwiony mąż podczas kolejnej pogawędki przy szambiarce.

Gdy odjeżdżam, uśmiecham się pod nosem. Jednak nie należy wątpić w ludzi, choć logika często twierdzi co innego.

No cóż. Gdy wracam po ukończeniu roboty z Ochoty, nabieram do roboty niezmąconej żadną złością, smutkiem czy zwątpieniem ochoty!