Pracowity majster, co wywóz gruzu Marianowi zostawił

Witajcie drodzy czytelnicy. Jak już wspominałem wielu moich klientów często pisze do mnie po to, aby podzielić się swoimi doświadczeniami z remontem i własnym wywozem gruzu. Niektórzy z nich musieli nieźle się napocić, aby uporać się z pracami remontowymi, wynajętymi profesjonalistami i na koniec z wywózką gruzu. Przedstawię dziś opowieść pani Teresy, która znalazła się w niezłych tarapatach. Musiała głęboko oddychać by nie wybuchnąć, gdy remont przedłużał się tygodniami i uporać się z wywózką gruzu, którego miało nie być. Uwierzcie, że nic już nie wydaje się łatwe, gdy widzimy na własne oczy demolkę naszego domu. „A miało być tak pięknie”…

Plany i organizacja remontu

Pani Teresa zaplanowała w swoim domu wymianę całej instalacji grzewczej oraz montaż ogrzewania centralnego. Znalazła i wynajęła specjalistę w tym zakresie, który zapewniał ją o swoich kompetencjach, że wszystko będzie skończone w ciągu miesiąca, łącznie z posprzątaniem i wywozem gruzu i że zupełnie niczym nie musi się martwić. Pani Teresa ucieszyła się, że taki dobry fachowiec jej się trafił. Umówiła się z nim, że zostawi mu komplet zapasowych kluczy, ponieważ w ciągu dnia chodziła do pracy. Zezwoliła także na dostęp do kuchni, by w razie potrzeby mógł sobie zrobić kawę czy herbatę. Prace rozpoczęły się ciepłą i wiosenną porą. Wszystko miało pójść jak z płatka. Nawet do głowy pani Teresie nie przyszło, że to wszystko potrwa znacznie dłużej, a remont nie będzie skończony, gdy śnieg podwórko jej zasypie. No ale jeśli powiedziało się A to trzeba powiedzieć B i tak mijał dzień za dniem. Ale zacznijmy od początku.

Ściana leci, gruz się sypie

Pierwszego dnia pan Zbyszek miał zjawić się o ósmej rano. Minęło 15 minut, pół godziny, czas upływał, a majster nie przyjeżdżał. Pani Teresa spoglądała na zegarek i wyczekiwała go już z lekkim niepokojem. Równo o godzinie dziesiątej pan Zbigniew zameldował się do pracy. Wyszedł z auta z niewielką walizeczką pod pachą.

- Pani Tereniu przepraszam za mały poślizg w czasie, ale już jestem gotów do pracy. – Powiedział z uśmiechem na twarzy, gdy zobaczył panią Teresę czekającą na schodach.
- No nie powiem, że nic się nie stało. Bo Już zaczęłam się martwić, że coś się stało, ale dobrze. Niech już pan zabiera się do pracy. A co pan ma w tej walizce, jeśli mogę spytać? – Zainteresowała się pani Teresa.
- To moje narzędzia. – Odpowiedział pan Zbyszek.
- To??? – Zdziwiła się pani Teresa.
- Myślałam, że do wymiany całej instalacji będzie potrzebne nieco więcej narzędzi, no ale ja się nie znam. To pan tu jest specjalistą.
- No może faktycznie nie do końca to przemyślałem i nie w pełni się dziś przygotowałem, ale jutro obiecuję poprawę.  Odpowiedział nieco zmieszany.
- Wszystko będzie zrobione, nawet na sam koniec nie będzie się pani musiała martwić wywozem gruzu, tym też się zajmę.

Pani Teresie zapaliła się zielona lampka. Przez chwilę przebiegła jej myśl: Czy ten mężczyzna w ogóle wie jak się za to zabrać? Przeraziła się i wolała na ten czas odrzucić taką myśl. Po kilkunastu minutach krążenia z jednego pokoju do drugiego, oglądania kaloryferów i tajemniczych pomiarów pan Zbyszek wziął się ostro do pracy. Zaczął coś stukać, pukać aż w końcu uruchomił wiertarkę. Wiercił i wiercił w ścianie dość długo. Pani Teresa była akurat w kuchni i w pewnym momencie usłyszała jakby coś spadło na podłogę. Zaczęła nasłuchiwać

- Co to? – Pomyślała i po chwili usłyszała ponownie, ale tym razem posypało się tego znacznie więcej.
- To chyba nie jest to, co ja myślę… Przybiegła do pokoju i swoim oczom ujrzała stertę gruzu i ogromną dziurę w ścianie.
- O Rety! To Karpaty czy Sudety? Skąd tu tyle gruzu? Z tej ściany? – Wydobyła z siebie pani Teresa.
- Co się stało? – Chciała się dowiedzieć.
- Pani Tereniu. Nic się pani nie denerwuj. Ja to wszystko posprzątam i wszystko naprawię. – Próbował załagodzić sytuację.  

Pani Teresa wyszła, a pan Zbyszek wziął miotłę i zmiótł gruz pod ścianę, spakował swoje rzeczy i zabrał się do wyjścia.

- Już pan wychodzi? – Spytała widząc wychodzącego majstra.
- No dziś to już chyba nic nie wymyślę, to już 15, jak ten czas leci. Jutro rano u pani jestem. – Stwierdził i wyszedł a pani Teresa została z tym całym bałaganem i rozsypanym gruzem.

Gruz jest wszędzie

Tak mijał dzień za dniem, minął miesiąc. W domu prace mnożyły się. Było jej co raz więcej i więcej, a gruz gromadził się to tu, to tam, pod meblami i w różnych innych miejscach. Pani Teresa znajdowała go w pościeli i w kanapkach. Był po prostu wszędzie. Pan Zbyszek skrupulatnie dbał o swój czas pracy i nigdy nie przekroczył magicznej godziny piętnastej. Czasem coś się uszkodziło, odłamało całkowicie przypadkiem, to trzeba było naprawić i pracy nie było końca. Jeśli czegoś nie wiedział, to internet był jego przyjacielem i zawsze mógł na niego liczyć. W swojej pracy dbał również o odpoczynek i regularnie wybierał się na przerwy po to, aby napić się kawy. Żartował, dowcipkował, krótko mówiąc dbał o dobrą atmosferę, jednak pani Teresie nie było tak wesoło. Całe przedsięwzięcie znacznie obciążyło jej budżet i przekroczyło przewidziany czas pracy.  

Gruz! A ty tu jesteś?

Z trudem i z wieloma niespodziewanymi zwrotami akcji remont nareszcie dobiegł końca. Tego dnia pani Teresa była w pracy i nie mogła osobiście odebrać skończonego remontu. Słyszała jedynie od kilku dni, że jutro już powinien być koniec. Wracając do domu ujrzała mnóstwo gruzu, który pan Zbyszek obiecywał usunąć i wywieźć. Wykonała krótki telefon do niego by dowiedzieć się, kiedy ten gruz wywiezie, jednak okazało się, że pan Zbyszek swoją pracę już zakończył, a następnego dnia ma kolejne ważne zlecenie. No więc pani Teresa została z gruzem i musiała go wywieźć we własnym zakresie.

Kto wywiezie gruz?

Zrezygnowana poszukiwała w internecie firmy, która podstawi kontener na gruz i zrobi to rzetelnie. Miała już wystarczająco dość niespodzianek.  

Wywóz gruzu - Marian przybywa

Tym razem trafiła na moją firmę. Zadzwoniła do mnie późnym popołudniem. Właśnie oglądałem mecz w telewizji, gdy zadzwonił telefon. Odebrałem i usłyszałem rozpaczliwy głos pani Teresy. Byłem po pracy jednak postanowiłem pomóc kobiecie, nie miałem serca jej odmówić. Następnego dnia wczesnym rankiem podjechałem pod jej dom, pomogłem zebrać ten rozsypany gruz po całym domu w różnych miejscach i pomogłem go załadować do kontenera. Pani Teresa była mi bardzo wdzięczna za tak szybką i uczciwą reakcję. Zaczęła mi opowiadać o ostatnich wydarzeniach. Tak sobie rozmawialiśmy i okazało się, że poszukuje kogoś do wywozu szamba, więc uzgodniliśmy, że będę częściej ją odwiedzać właśnie w tym celu. Podziękowała mi i pożegnaliśmy się, a pani Teresa mogła odetchnąć z ulgą. Tak to wreszcie koniec remontu.