Jak Alf z Marianem gruz wywoził i uratował Franka?

Pamiętacie Alfa – kudłacza z kosmosu, co skradł miliony serc dorosłych i dzieci? Zadomowił się w niejednej rodzinie na dobre. Uwielbiany, hołubiony przez miliony telewidzów na całym świecie, miłośnik alkoholu, gaduła, chytrus, łakomczuch, nierób. Na szczęście to tylko pozory. 

O tym przekonałem się latem - w piękny, słoneczny dzień, gdy jak zwykle kursowałem po Warszawie, aby wywieźć gruz i inne śmieci po remoncie niewielkiego mieszkania. Właśnie niewielkiego! Bo gdyby chodziło o plac budowy, pewnie nikt nie byłby w stanie zapobiec tragedii Franka. Kim jest Franek? Zacznę od początku.

Na początku było zlecenie - wywóz gruzu Warszawa

Pewnego popołudnia odbieram telefon - ten z Plusa, służbowy. Odzywa się głęboki, męski głos:

- Czy to Pan wywozi gruz i śmieci po remoncie? - Oho, pyta jakby wiedział.
- Zgadza się. Jak Pan mnie znalazł? - Nadarzyła się okazja, to sprawdzam skuteczność mojego marketingu.

Gościa zainteresowało ogłoszenie „wywóz gruzu Warszawa”, jakich wiele w sieci. Uwagę przykuła swojska treść i wpisy na blogu. Warto się trudzić – pomyślałem. A potem poszło, jak z płatka. Ustaliliśmy, kiedy i jak wywieziemy gruz. Padło na czwartek. Szczęśliwie, jak się potem okazało. Wyobrażacie sobie płacz dziecka przez cały, długi weekend? Tak, bo Franek był zrozpaczony, a z nim zafrasowani jego rodzice. Oto, co się stało.

A potem załamał się świat Franka

Klient chce szybko, ja tym bardziej. W końcu czas to pieniądz. Ładujemy worki big bag, bo remont niewielki, to i śmieci mało. Kasuję należność. Odpalam ciężarówkę i na wysypisko. Wywóz gruzu załatwiony. Zapłacone. Będzie na chleb powszedni i wypłatę dla pracowników, co uwijają się po Warszawie przy innych zleceniach.

Wieczorem jęknął telefon. Znajomy numer na wyświetlaczu. W tle słyszę, jak mały Franek idzie spać. Szuka swojego, ukochanego Alfa. Złości się, że pluszowy nicpoń znów zabalował, obżarł się i zaległ gdzieś za fotelem lub pod kanapą. Nic z tych rzeczy. Alf kiśnie w jednym z worów big bag. Zapomniany, poniżony, na śmietniku historii. Ale Franek o tym nie wie! Tata szepcze do słuchawki z drugiego pokoju:

- Najprawdopodobniej zawieruszył się w trakcie ładowania. Czy da się coś z tym zrobić? – Nie pytajcie mnie, jak to się mogło stać. Sam się nad tym głowię.
- Jutro z samego rana podjadę na wysypisko. Chłopaki będą szukać. Niech Pan powie małemu, że Alf postanowił zostać kierowcą ciężarówki i wróci jutro. – Taki ze mnie ryzykant. Ale wiedziałem, że kumple staną na głowie, by pomóc.

Oj, Marian! Nieładnie tak kłamać! No cóż, sami rozumiecie. Skończył się świat Franka.

Następnie wywóz gruzu z pomocnikiem na gapę

Piątek, piąteczek, piątunio - a ja wstaję skoro świt. Godzinę wcześniej niż zwykle. Nie psioczę, bo sam mam wnuki w tym wieku i zrobiłbym dla nich wszystko, a na pewno wiele. Łyk gorącej kawy, kluczyki do samochodu, prawo jazdy, wyrzuty sumienia, niepewność. Pędzę, na ile pozwalają przepisy. Na szczęście drogi w Warszawie są o tej porze puste. Kumple od wywozu gruzu już czekają z Alfem w ramionach. Jednak cuda się zdarzają, myślę sobie i jakoś lżej robi się na sercu. Alf nieco sfatygowany stroi obrażoną minę:

- Jak mógł mnie tak załatwić? Nie ma tu żadnych wygód! – skarży się na Franka.
- Stary nie bądź małostkowy. Toż to tylko dzieciak. Zapomniałeś, jak na oczach widzów żłopałeś piwo z młodym Tannerem? Ile on wtedy miał? 9 lat! – uderzyłem z grubej rury.
- Rozumiem – uciął Alf, jak zwykle, gdy brakowało mu argumentów.

Mam to. Teraz się nie wymiga. Widać, że mu głupio. I choć jego CV nie ma szans w firmie Mariana, polubiłem gagatka. Nie, żebym taki sentymentalny był. Przyrzekł, że nie puści pary z ust, o tym, jak sponiewierano jego godność i jak „został” kierowcą ciężarówki na całych 16 godzin. I wiecie co? O dziwo dotrzymał słowa.

Wreszcie Alf wraca na salony

Widzicie Alfa za kierownicą! Nie, nie w czerwonym Ferrari. To już przerabiał na wizji. Pod blok na Woli podjeżdża zwykłą ciężarówką do wywozu gruzu. Franek nie posiada się z radości, a tata z ulgą przyjmuje laurkę z podziękowaniem dla sumiennego pracownika. Drugie kłamstwo Mariana:/ Ale co tam, należało się za zmowę milczenia.

Przyznajcie, to niemały wyczyn przymknąć ten wielki, paplający dziób, który najwidoczniej uznał, że gra jest warta świeczki. W końcu nicpoń z krainy Melmac odzyskał wolność, o ile tak można powiedzieć. Co tam - fuksem otrzymał drugie życie! Skrzętnie trzyma tajemny układ, pławiąc się w oparach chwały. Jak to Alf…
No dobra, ale co wy z tego macie? 

Wywóz gruzu Warszawa – na serio i po ludzku:)
Tak jest u Mariana – Sami się przekonajcie!

P.S.
Franek dorósł. Toteż niektóre imiona zostały zmienione. Alf podpisał klauzulę poufności. Tak na wszelki wypadek. Roztropny Marian. Niedawno Warner Bros ogłosił wznowienie produkcji serialu. Szuka pomysłów na nowe odcinki. „Wywóz gruzu – Alf zdobywa nowe umiejętności”! Może producent do mnie napisze:) Czasami i Marian buja w obłokach.